sobota, 6 października 2012

Jednopart II

Mój drugi z kolei jednopart. ;)
Zainspirowała mnie do niego ta piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=gH476CxJxfg
a ściślej mówiąc jej teledysk. :)
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. :]


Z błogiego snu wyrwał mnie budzik. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i poczęłam przygotowania do pracy w moim maleńkim biurze. Dzień zaczął się pechowo. Nigdzie nie mogłam znaleźć swoich butów, ani bluzki, suszarka do włosów odmówiła posłuszeństwa. Wyszłam z domu niczym upiór, ale niestety, aby nie spóźnić się byłam do tego zmuszona. Na moje nieszczęście zaczęło padać. Cała mokra wbiegłam do autobusu, gdzie okazało się, że nie mam biletu. Musiałam uprzejmie przeprosić i wysiąść. Przyspieszyłam, aby zdążyć, chociaż moje szanse były nikłe, bo w sumie zostało mi niecałe dziesięć minut. Cała przemoczona wpadłam do biura. Szef zmroził mnie spojrzeniem.
- Przepraszam... ja po prostu...
- Nic nie mów - przerwał mi groźnie i zmierzył wzrokiem - Lepiej idź dokończyć projekt Pettersona.
- Już - mruknęłam i udałam się w stronę mojego gabinetu. Poczęłam nerwowo szkicować plan budynku, kiedy złamał mi się ołówek. Odwróciłam się w stronę parapetu, aby zdjąć z niego ostrzynkę. W oknie naprzeciwko dostrzegłam wysokiego bruneta, który włosy miał zaczesane na lewy bok, jego kilkudniowy zarost i garnitur dodawały mu męskości. Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się, niepewnie powtórzyłam gest i szybko odwróciłam głowę.

Cały dzień pracy minął mi na dokańczaniu szkicu. Wracałam do domu w równie złym humorze, jak kiedy szłam do pracy. Schodząc do metra zauważyłam wielki plakat z kobietą siedzącą na ławce. Postanowiłam narysować deszcz, ot tak, aby podkreślić pechowość owego dnia. Wyjęłam czarny pisak i nakreśliłam parę kropel po czym udałam się do domu.

Następnego dnia przechodząc obok ów banneru zauważyłam, że ktoś dorysował kobiecie parasolkę. Zezłoszczona tym obrotem sprawy, postanowiłam narysować samochód, który przejeżdżając wjechał w kałużę, a jej krople rozprysnęły się na całym bildboard'zie.

Wracając z pracy zauważyłam, że na owym posterze ktoś dorysował mężczyznę, który osłania kobietę od wody z kałuży. Uśmiechnęłam się pod nosem. Ten ktoś naprawdę musi mieć czas i ochotę, żeby codziennie tu przychodzić i rysować.
- Co dziś dorysujesz? - podskoczyłam jak oparzona, ujrzałam ów mężczyznę z biura.
- Słucham?
- Codziennie tu coś rysujesz, a ja tylko udoskonalam dzieło i chciałbym wiedzieć czy już mogę przynieść kolorową farbę? - zapytał uśmiechając się przy tym delikatnie - Louis jestem - podał mi dłoń.
- [T.I]. Możesz przynieść, dokończymy to razem.
- Ale najpierw musisz dać mi się zaprosić na kawę.
- Randka? - zapytałam. Poczułam jak pierwsze krople deszczu spadają na nas. Spojrzałam w górę i roześmiałam się melodyjnie. Loui objął moją twarz rękoma i pocałował delikatnie.
- Może być randka - szepnął odsuwając się tylko na nieznaczną odległość i ponownie wpił się w moje usta.
Ten dzień jednak nie był pechowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz