środa, 24 października 2012

Jednopart III

Hej, hej! ( :
W sumie to powinnam się uczyć na angielski, ale postanowiłam
coś skrobnąć i wyszedł jednopart, miłego czytania! ^^
[I.T.P] - imię twojej przyjaciółki
[T.I] - twoje imię
+ polecam piosenkę do tego : http://www.youtube.com/watch?v=gH476CxJxfg
__________________________________________________________

,,Cholernie trudne jest życie, gdy wiesz, że jesteś dla kogoś wszystkim, gdy ta osoba nie ma nikogo poza Tobą.
Cholernie boli, gdy ją zawodzisz. ''


- Jak się czujesz? - spojrzałam w  stronę drzwi i zobaczyłam dobrze znaną mi sylwetkę.
- Nie wiem - pociągnęłam nosem - Na prawdę... nie wiem.
- Chodźmy do kina co? - dalej tępo wpatrywałam się w krajobraz za oknem, usłyszałam za sobą kroki [I.T.P] - Daj już spokój, minęło sześć miesięcy...
- Codziennie tu przychodzisz, proponujesz mi wypad do kina i myślisz, że to coś zmieni? - wydukałam przez łzy.
- Nie musi nic zmieniać, wystarczy, że zapomnisz.
- A co jeżeli ja nie chcę? - przez jakiś czas siłowałam się z nią na spojrzenia, ale w końcu odwróciłam wzrok znowu wpatrując się w szybę.
- Chyba nie masz wyjścia... - szepnęła i wyszła.
      ***
- Zostaw mnie! Zayn! Natychmiast mnie puszczaj! - krzyczałam śmiejąc się głośno.
- Jesteś taka piękna... ale w wodzie będziesz jeszcze piękniejsza - wskoczył do ogrodowego basenu ze mną na rękach.
- Jestem cała mokra - wynurzyłam się z wody i wrogo spojrzałam na ciemnowłosego.
- Ale za to jaka seksowna - zaśmiał się. Podeszłam do niego i namiętnie go pocałowałam.
- Kocham Cię - szepnął, wtuliłam się w niego.
- Jedźmy do domu, jest mi zimno - mruknęłam w jego mokrą koszulę.
- Nie pojedziesz motorem, przeziębisz się. Zamówię Tobie taksówkę - mimo moich licznych protestów i próśb Zayn był nieubłagany. Kiedy żółty samochód w końcu podjechał pod działkę letniskową wsiadłam do środka i zamachałam ukochanemu. Czułam, że za chwilę coś się wydarzy... Coś co odmieni moje życie na zawsze.
    ***
Kiedy tylko przekroczyłam próg domu po holu rozległ się dźwięk piosenki Bruno Mars'a - Marry you.
- Tak? - przyłożyłam urządzenie do ucha. Kiedy usłyszałam wiadomość, telefon automatycznie wypadł mi z ręki...
Osunęłam się na podłogę i ukryłam twarz w dłoniach, wybuchnęłam płaczem. W tle słychać było tylko tykający zegar i donośne '' Halo '' wydobywające się ze słuchawki.
   ***
- Wszyscy go kochaliśmy. Jedni bardziej, drudzy mniej. Ale niezaprzeczalnie Zayn Malik był wspaniałym człowiekiem... - te dwa wypowiedziane słowa, od tak, nic. Tylko imię i nazwisko. Jednak przyprawiły mnie one o jeszcze większy wylew łez, wspomnienia wróciły. To nie było zwykłe nazwisko. To była magia, to był ktoś kogo kochałam, jedyny, niepowtarzalny. Mój. Zawsze i na zawsze. 
- Kocham Cię - szepnęłam w stronę nagrobka, na którym widniało mnóstwo różnokolorowych kwiatów i zwróciłam się w stronę wyjścia z miejsca, które będę teraz odwiedzać regularnie. Znienawidzony przeze mnie cmentarz.
   ***
Muszę do niego pojechać. Dawno już tam nie byłam... Kilka miesięcy. Może dlatego, że każde spojrzenie na dwa wyryte słowa na nagrobku bolą mnie bardziej niż biczowanie pleców. Ospale wstałam z kanapy i uprzednio biorąc kurtkę wyszłam z domu.
  ***
Śnieg delikatnie prószył, sprawiając, że wszystko wokoło było białe. Groby pokryte puchem wyglądały tajemniczo.
Przysiadłam na ławeczce.
- Witaj, Zayn - po policzkach pociekły mi pierwsze, gorące łzy - Tęsknię za Tobą wiesz? Minęło już sześć miesięcy od kiedy widzieliśmy się po raz ostatni - wlepiłam wzrok w podłogę. Rozejrzałam się dookoła.
- Wiem, że mnie słyszysz - kiwnęłam głową na znak potwierdzenia - Ale jednak mi nie odpowiesz.
- Nie przejmuj się, zapewne bardzo chciałby odpowiedzieć - szepnął ktoś za moimi plecami.
- Niall? - wpatrywałam się z niedowierzaniem w stronę blondyna.
- Tak. Przychodzę tu codziennie od jego śmierci, rozmawiam z nim jak ty - uśmiechnął się niemrawo i usiadł obok mnie.
- On nie chciałby, żebyś się smuciła - dodał i spojrzał mi w oczy.
- Nie mogę żyć bez niego - odetchnęłam głęboko.
- Ale on cały czas jest z Tobą, tutaj... - wskazał na swoje serce i przytulił mnie delikatnie.

sobota, 6 października 2012

IV

I kolejna porcja krótkich imaginów. ;)
Miłego czytania! ^^


# Wchodzisz do kuchni i widzisz Zayn'a, który zawzięcie coś pisze przy stole.
Ty: Co robisz, kochanie?
Zayn: Wypisuje Ci list gratulacyjny.
Ty: Jaki list?
Zayn: Z serdecznymi gratulacjami za zajęcie pierwszego miejsca
w moim sercu. *namiętnie Cię całuje*

#Wbiegasz do domu Harrego.
Ty: Harry, nienawidzę Cię!
Harry: Boże, co..?! Dlaczego... ale... co ja zrobiłem?!
Ty: Bo cię kocham, idioto! Najbardziej na świecie, za to Cię nienawidzę!
*Harry zaczyna się śmiać, podchodzi do Ciebie i Cię całuje*

#Ty: Skarbie...
Niall: Tak?
Ty: Gdybyś miał porównać mnie do jednej rzeczy co by to było?
Niall: Lodówka...
*odwracasz się wkurzona z zamiarem odejśca*
Niall: ... w której zamroziłbym swą miłość do Ciebie i nie martwiłbym się,
że coś się zmieni, zepsuje... * uśmiechasz się, podbiegasz do Niall'a i całujesz go w policzek*

#Louis: Pamiętasz, jak mówiłem, że będę kochał Cię do końca świata
i jeden dzień dłużej?
Ty: Tak.
Louis: Kłamałem...
Ty: Co? Ale... ale jak to?
Louis: ... zawsze będę Cię kochał.

#Zayn: Masz może mapę?
Ty: Po co Ci mapa?
Zayn: Bo gubię się w Twoich oczach *delikatnie Cię całuje*

#Liam: Wygodnie Ci się siedzi?
Ty: Gdzie?
Liam: W moich myślach.

#Ty: Zobaczymy się za parę dni, nie płacz. Jadę tylko odwiedzić rodziców.
*mocno go przytulasz i odchodzisz*
Niall: [T.I]! - *odwracasz się i zatrzymujesz*
Ty: Tak?
Niall: Nic takiego, chciałem tylko jeszcze raz na Ciebie spojrzeć. *podbiegasz
i wpadasz mu w ramiona*.

#Harry: [T.I] co robisz kiedy nie możesz zasnąć?
Ty: Liczę owieczki, a ty?
Harry: Liczę minuty od czasu kiedy ostatni raz Cię widziałem.

#Widzisz Louis'a stojącego na przystanku i czekającego na autobus.
Ty: Cześć, mogę się do Ciebie przytulić?
Louis: Ale przecież my się nie znamy...
Ty: Za miesiąc nie będziemy widzieli świata poza sobą.

#Zayn: Nie bolą Cię nogi?
Ty: Nie, dlaczego?
Zayn: Bo cały dzień chodziłaś mi po głowie...

 http://media.tumblr.com/tumblr_max7n1uU9f1r89h9r.gif

 Zayn seksiaku. *.*
Mam nadzieję, że się podobają. ♥
Trochę ich dużo, ale to chyba dobrze, nie? :3
W ogóle ostatnio zachorowałam na Zaynofobię. :D
Harrofobia jeszcze też jest, ale już mniejsza. ^^
Bo Zayn to taki bad boy, szczególnie z tym blond pasemkiem.
Dlatego tak bardzo kocham to zdjęcie:

http://cdn.onedirection.net/wp-content/uploads/2012/06/zayn-malik-airport.jpg

I ten zarost, ah. *.*


http://media.tumblr.com/tumblr_m8vujw0vOV1ro7xap.jpg

http://4.bp.blogspot.com/-rr--jWoVLXU/UF2Eyse4x6I/AAAAAAAAAL0/8ITd52ksQ9g/s1600/aHR0cCUzQSUyRiUyRjI0Lm1lZGlhLnR1bWJsci5jb20lMkZ0dW1ibHJfbThvdGdrZTNQQTFyM3c5aHpvMV81MDAucG5n.jpg

I to pasemkoooo , oja. *.*
Trochę zaspamiłam, ale trudno.
TO JEST ZAYN, ludzie! :D

Jednopart II

Mój drugi z kolei jednopart. ;)
Zainspirowała mnie do niego ta piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=gH476CxJxfg
a ściślej mówiąc jej teledysk. :)
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. :]


Z błogiego snu wyrwał mnie budzik. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i poczęłam przygotowania do pracy w moim maleńkim biurze. Dzień zaczął się pechowo. Nigdzie nie mogłam znaleźć swoich butów, ani bluzki, suszarka do włosów odmówiła posłuszeństwa. Wyszłam z domu niczym upiór, ale niestety, aby nie spóźnić się byłam do tego zmuszona. Na moje nieszczęście zaczęło padać. Cała mokra wbiegłam do autobusu, gdzie okazało się, że nie mam biletu. Musiałam uprzejmie przeprosić i wysiąść. Przyspieszyłam, aby zdążyć, chociaż moje szanse były nikłe, bo w sumie zostało mi niecałe dziesięć minut. Cała przemoczona wpadłam do biura. Szef zmroził mnie spojrzeniem.
- Przepraszam... ja po prostu...
- Nic nie mów - przerwał mi groźnie i zmierzył wzrokiem - Lepiej idź dokończyć projekt Pettersona.
- Już - mruknęłam i udałam się w stronę mojego gabinetu. Poczęłam nerwowo szkicować plan budynku, kiedy złamał mi się ołówek. Odwróciłam się w stronę parapetu, aby zdjąć z niego ostrzynkę. W oknie naprzeciwko dostrzegłam wysokiego bruneta, który włosy miał zaczesane na lewy bok, jego kilkudniowy zarost i garnitur dodawały mu męskości. Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się, niepewnie powtórzyłam gest i szybko odwróciłam głowę.

Cały dzień pracy minął mi na dokańczaniu szkicu. Wracałam do domu w równie złym humorze, jak kiedy szłam do pracy. Schodząc do metra zauważyłam wielki plakat z kobietą siedzącą na ławce. Postanowiłam narysować deszcz, ot tak, aby podkreślić pechowość owego dnia. Wyjęłam czarny pisak i nakreśliłam parę kropel po czym udałam się do domu.

Następnego dnia przechodząc obok ów banneru zauważyłam, że ktoś dorysował kobiecie parasolkę. Zezłoszczona tym obrotem sprawy, postanowiłam narysować samochód, który przejeżdżając wjechał w kałużę, a jej krople rozprysnęły się na całym bildboard'zie.

Wracając z pracy zauważyłam, że na owym posterze ktoś dorysował mężczyznę, który osłania kobietę od wody z kałuży. Uśmiechnęłam się pod nosem. Ten ktoś naprawdę musi mieć czas i ochotę, żeby codziennie tu przychodzić i rysować.
- Co dziś dorysujesz? - podskoczyłam jak oparzona, ujrzałam ów mężczyznę z biura.
- Słucham?
- Codziennie tu coś rysujesz, a ja tylko udoskonalam dzieło i chciałbym wiedzieć czy już mogę przynieść kolorową farbę? - zapytał uśmiechając się przy tym delikatnie - Louis jestem - podał mi dłoń.
- [T.I]. Możesz przynieść, dokończymy to razem.
- Ale najpierw musisz dać mi się zaprosić na kawę.
- Randka? - zapytałam. Poczułam jak pierwsze krople deszczu spadają na nas. Spojrzałam w górę i roześmiałam się melodyjnie. Loui objął moją twarz rękoma i pocałował delikatnie.
- Może być randka - szepnął odsuwając się tylko na nieznaczną odległość i ponownie wpił się w moje usta.
Ten dzień jednak nie był pechowy.